RSS
poniedziałek, 21 września 2009
Varia

Co jakiś czas w głowie kołacze mi się myśl "chyba napiszę o tym notkę". I na tym owa myśl się kończy. ;) Dużo się dzieje. Głównie w mojej głowie, choć nie tylko.

Dziś przeczytałam notkę na prowincjonalnym. O zupie dyniowej i że kojarzy się ze mną i z czasami kiedy byliśmy szczęśliwi. Tak sobie pomyślałam, że teraz też jestem szczęśliwa choć zupełnie inaczej. I że bardzo dużo kosztowało mnie zdobycie tej mądrości życiowej, którą mam dzisiaj.Czy za dużo? Być może.

Dużo mam teraz czasu wieczorami, bo Majka zaczęła chodzić spać o 20.00 z minutami. Oglądam więc dr House'a notorycznie na zmianę z filmami na Canal Plus i czytaniem zaległych pozycji książkowych. Oglądałam świetny film "Wanted", który choc pachnie trochę Matrixem, zrobił na mnie naprawdę spore wrażenie.
Dopadają mnie też różne dziwne myśli typu, że już nigdy nie chcę nikogo mieć, bo się zraziłam na maxa i nie mam ochoty na następne ekscesy, że powinnam w końcu złożyć wniosek do proboszcza o unieważnienie ślubu kościelnego, że w weekendy nie mam siły na prowadzenie chórku kościelnego właściwie, że tak jest mało czasu mało dni, że zaplanowaliśmy już Sylwestra, a właśnie na skrzynkę mejlową schodzą oferty na ferie zimowe... Leci mi to życie szybko bardzo.Nie wychodzę wieczorami na miasto. Raczej nocuje u przyjaciół lub oni u mnie. Korzyści obopólne - nie sama i nadal z dzieckiem. Odkąd pracuje na cały etat mam wyrzuty sumienia, że spędzam z nią tak mało czasu. bo w sumie to niecałą godzinę rano i ok 2,5-3 godzin wieczorem.

Za parę dni jesień. Urodziny minęły. W ciekawy dość sposób, ponieważ tego dnia byłam akurat na kolacji służbowej z Niemcami :) Następnego dnia świętowałam w domu z własnym dzieckiem na pidżama party, a weekend wcześniej z przyjaciółmi i ich dziećmi. Dostałam chyba 10 par własnoręcznie robionych kolczyków, w tym 2 pary przez moje osobiste dziecko.A w X robię imprezę dla dorosłych. A co. Raz w życiu kończy się 2 x 18 lat ;)

Podczytuję czasem lumpiatą i podziwiam ją, że jej się tyle chce. ;) Ale składam to też na karb wieku. Międzynami jest chyba z 6 lat różnicy ;)

Acha. I wrzuciłam nowe fotki. ;)

 

 

15:24, cocodecolt
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 września 2009
Kiedykolwiek

Dzisiaj sobie uświadomiłam, że moje życie jest jdnak mocno nieprzewidywalne. Nigdy nie podejrzewałam, że będę samotną mamą. Kiedy już do tego doszło nie podejrzewałam, że mój ex-hus będzie się wymigiwał od płacenia alimentów. kiedy już do tego doszło, nie podejrzewałam, że powie, że nie może patrzeć na własne dziecko. A kiedy już do tego doszło nie podejrzewałam, że tak szybko stanie się dla mnie nikim.

Nie podejrzewałam też, że będę pracować w marketingu,  bo kariera w reklamie jawiła mi się jako jedyna możliwa. Nie podejrzewałam też, że jak urodzę dziecko przestanę pracować na parę lat. Że będę robić zdjęcia ślubne i będzie mi się to tak podobać. Że zbuduję dom w M., że będę miała tak fantastycznych przyjaciół na stare lata, że moje dziecko pójdzie do szkoły którą polubi od 1 wejrzenia, że Maja będzie tak fantastycznym dzieciakiem o którym w wieku 6 lat można tak super porozmawiać...

No naprawdę życie zaskakuje mnie prawie każdego dnia. Raz pozytywnie, raz mniej.

Dzisiaj znienacka dopadła mnie myśl, że fajnie byłoby się w kimś znowu zakochać. Ale narazie szybko zdusiłam ją w zarodku ;) Jeszcze nie teraz. Jeszcze moment ;)

14:17, cocodecolt
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 września 2009
Szkoła

Chwila minęła od jej narodzin, a tu 1 września Majka poszła do szkolnej zerówki do szkoły STO. Jest naprawdę super dzielna. Świetnie sobie daje radę, pani mówi, że razem z kolegą są najbardziej energiczną dwójką w grupie. Biorąc pod uwagę, że w przedszkolu byli jedni ze spokojniejszych, jakaś dziwna ta grupa być chyba musi. ;) Tak czy siak radzą sobie świetnie. Super dziewczyna. Dzielna jak nikt. Od poniedziałku podzielą ich na klasy. W sumie jest mi wszystko jedno do której z dwóch fajnych pań trafi. Obie mi się podobają.

Tak ogólnie szkołę ma Maja bardzo fajną. Pomalowaną na słoneczno żółty w środku, w salach woda do picia, ładne szafki w szatni podpisane imieniem i nazwiskiem, fajna pracownia informatyczna, śliczne łazienki, 2 WFy i pływalnia, 3 angielskie, rytmika... Dzieci są różne. Połowa nie przechodziła przez rozmowę kwalifikacyjną, bo ma w szkole rodzeństwo i muszę przyznać, że widać różnicę. Z rodziców znam może ze 2-3 osoby, wydają się dość fajne. Bardzo podoba mi się pani dyrektor. Myślę, że to był dobry wybór.

Tata Mai nadal mało u niej bywa. Ciekawe jak ta sytuacja w ogóle się rozwiąże. Bez problemu zaczęło mi się za to rano wstawać, co mnie bardzo cieszy, bo jeszcze miesiąc temu zaastanawiałam się, jak ja się będę do tej szkoły podnosić o 7.00. Niepotrzebnie się zastanawiałam. Jak zwykle życie pokazało, że jak coć ma być dobrze, to będzie. ;)

12:47, cocodecolt
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 sierpnia 2009
Łup

Notka bynajmniej nie o łupaniu w kościach. Odkąd codziennie rano odprawiam na tarasie poranne oblucje, czyli skłony, prostowanie kręgosłupa i inne tam machania rękami, nic mnie nigdzie nie łupie.

Za to dziś rano w szybę tarasu łupnął gołąb. Myślałam, że ktoś walnął kamieniem. Ale to jakiś beztroski ptaszek wfrunął na szybę. Na szczęście się nie połamał. Dochodził do siebie z 15 minut, zataczał się jak pijaczek pod budką z piwem, by w końcu dumnie wejść na trawę, usiąść pod drzewem i ze zdziwieniem pewnie myśleć "co to k...rwa było".

Kolejne łupnięcie nastąpiło na standardowym USG piersi. Niby nic, ale hyc, mówią, że albo 2 badanie za pare miesięcy albo najlepiej od razu biopsja, żeby wykluczyć. Ja tam pierwsza chętna do biopsji nie jestem, więc najpierw pójdę do inego lekarza, a potem zobaczę.

Następne łup to mało odwiedzający Maję ex-hus (taki skrót nawet mi się podoba ;). Niby jej tłumaczę, że tata jest teraz zajęty szukaniem nowej pracy, że jest trochę zły i musi się skupić na sobie, ale dziewczyna tęskni. On mówi, że cały weekend pracuje i nie ma kompletnie czasu, a potem wrzuca na twarzoksiążke fotki, jak ze swoją dziewczyną pół soboty chodzili po śmietnikach i znaleźli tyle pieknych mebli tam. Ach jacy jesteśmy piękni, wspaniali i młodzieżowi. Ach, och, ą, ę! Ale generalnie priorytet widzę ma jasno ustawiony - smietnik tak, dziecko nie. No cóż.

 

13:46, cocodecolt
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 sierpnia 2009
Burza

Dziś w nocy obudziła mnie burza. Mam wrażenie, że mój dom był w samym epicentrum. Grzmiało i błyskało przez godzinę. Leżałam, patrzyłam na śpiącą obok Majkę, myslałam o życiu, wyszłam na taras i byłam po prostu szczęśliwa. Że jestem tu gdzie jestem. Że obok Maja, że błyska, że na tarasie, że mi dobrze ze sobą, że oby było tak jak jest na dłużej. Że ex-mąż - kij mu na grób, że szkoła Mai, że sobie radzę w pracy, że robię zdjęcia bez zadęcia, że ogród, że sąsiedzi fajni, że czasem ktoś coś powie miłego, że książek tyle ciekawych, że Maja taka ciekawa świata, że pomimo dynamicznych zmian w moim życiu jednak plany się jakieś realizują, że wciąz mam głowę pełna marzeń... Nie no. Zadziwiające to wszystko.

15:00, cocodecolt
Link Komentarze (2) »
środa, 12 sierpnia 2009
Ex

Otóż faktycznie czasem jednak miewam dość. Dość kontaktów z moim byłym mężem, który odkąd stracił pracę zachowuje się totalnie emocjonalnie i w kółko mi ubliża. Ja rozumiem, że mnie nie cierpi, że się mną brzydzi. Uważa za materialistkę i twierdzi, że traktuję ludzi jak bankomaty. I szczerze mówiąc niewiele mnie to obchodzi. Ale jak zaczyna włączać w to dziecko, to już zaczyna się robić mniej miło. I jak słyszę hasło "nie mogę na nią patrzeć, bo widzę w niej ciebie", to robi mi się lekko niedobrze.

Odcinam się od niego na jakiś czas, zaczynam ignorować. Napisałam tylko, żeby się zastanowił dokąd idzie i jak długo chce od Mai odpocząć. I że nie będę z nim rozmawiać na takim poziomie. I nie będę grać dzieckiem. Choć całą soba chciałabym mu napisać "spierdalaj i więcej się tutaj nie pokazuj. Masz jej dość, to voila. Nie będziesz jej widywał, bo nie czuję się z tym bezpiecznie, że jesteś tak niestabilny emocjonalnie". Ale to oczywiście tylko moje emocje. Dorosłość jest gdzie indziej. Jak sobie pościele tak się wyśpi. Ale mu nie odpuszczę aliementów. Bo choć twierdzi, że nie będzie się uchylać, nie powiedział też, że jak nie zarobi nic, to nie wiem, pozyczy od kogos chociaż kilka stów i mi da jakieś minimum. Nie ułatwię mu życia aż tak, choć wtedy na pewno ułatwiłabym sobie.

Więc niby wszystko sialala, trawa rośnie, ale gdzieś mnie tam jakiś syf toczy od spodu. Ale przestanie niedługo. Ja to wiem. Nie ma innej mozliwości, a przynajmniej sprawa będzie do końca załatwiona. I czekam na ten moment, aż Maja dorośnie na tyle, że będę mogła nie widywac go wcale i wcale z nim nie rozmawiać, i będzie juz wtedy faktycznie tylko pozycją na moim wyciągu bankowym, o czym ciągle mówi. Jeszcze jakieś tylko 10 lat myślę. ;)

Dla umilenia życia, fotka z wakacji :)

 

12:39, cocodecolt
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Znienacka

Cudowny jest ten sierpień w tym roku. pogoda naprawdę znakomita. Wydaje mi się, że za rok pojadę jednak na urlop w sierpniu, zamiast liczyć nie deszczowe dni nad morzem w lipcu... Anyway - weekend malinka! Bardzo fajny piątkowy wieczór w Konstancinie z przyjaciółmi, gdzie pojechałam z Majką na noc. Dzieciaki biegały, my piliśmy i gadaliśmy do prawie 2 nad ranem. ;), okrutnice były pyszne (taka "lokalna" nazwa ciasta kruchego z owocami i budyniem ;), spaghetti również... Żyć nie umierać. Więcej takich wieczorów poproszę. Na sobotę moje dziecko zaprosiło sobie na noc gości, więc miałam 4 dziewczynki w domu do niedzieli do ok. 11, za to całą niedzielę spędziłam mega aktywnie na aktywnościach około dziecięcych. Z przyjaciółką i jej synkiem. Rano Łazienki i pływanie gondolą, potem przedstawienie Pchła Szachrajka na Konstytucji, obiad w Banjaluce i plac zabaw na Odyńca. No rewelacyjny dzień. Pełen dziecięcego śmiechu, lodów, zabawy i ciekawych rozmów z przyjaciółką.

Dla równowagi w sobotę złapałam gumę w samochodzie. Niby nic, ale z 4 stówek trzeba będzie wyskoczyć niespodziewanie. No i biorąc pod uwagę, że jechałam trochę za szybko, czyli jakieś 130 km/h, a gumę złapałam jak zwolniłam, mogę uznać, że Opatrzność nade mną czuwa. Z góry, że tak powiem dziękuję. No i przy wymianie koła zapasowego pomogło mi 3 panów, w tym jeden angielski pilot, jeden małolacki dresik i ex-husband. Uroczy zestaw, nieprawdaż? :)

12:51, cocodecolt
Link Komentarze (4) »
czwartek, 06 sierpnia 2009
Me, myslef & I

Jakiś tydzień temu uświadomiłam sobie, że tak jakby zupełnie znienacka, jakby jakimś tylnym wejściem, nadszedł cichutko moment, w którym spokojnie mogę stwierdzić, że mi dobrze samej ze sobą. Tak po prostu. Bez żadnych napięć. Niewiele jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi. Lubię siebie, lubię spędzać ze sobą czas, lubię moje dziecko i czas spędzony z nią, lubię swoich znajomych i czas spędzany z nimi... Ogólnie lubię życie. I zaskoczyło mnie to, bo dawno już tak dobrze nie było. Czytam o współuzależnieniu. I wierzę, że może już nigdy taka nie będę. Że się nauczę dbać przede wszystkim o siebie. Bo teraz tak właśnie jest. Grunt, żeby tak zostało.
Wiele mi się chce robić, ale do niczego się nie zmuszam, wiele mogę, ale nie ze wszystkiego chcę korzystać, wiele mam, ale wiele jeszcze chcę...
I to fajne poczucie, że będzie dobrze. Że jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej. No naprawdę nie zamieniałabym swojego życia na żadne inne. ;)

16:23, cocodecolt
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lipca 2009
Rollmaster vibe...

W tak zwanym międzyczasie, gdy moje dziecię spokojnie wakacjowało się z moimi rodzicami w Zakopanem, ja postanowiłam zadbać o swoje ciało. W tym celu udałam się do mojego salonu kosmetycznego i zapodałam sobie serię ćwiczeń na urządzeniu potocznie zwanym ROLLMASTER :))) Generalnie to taki wałek z rolkami kręcący się, do któregoczłowiek przykłada różne części ciała i je sobie w ten sposób masuje oraz drenuje. Pani Magda, która uczyła mnie za pierwszym razem czym to się je, nie omieszkała dodać podczas masażu wewnętrznej strony ud, że "ale proszę na nim nie siadać bo orgazm nie jest wliczomy w cenę", czym oczywiście skutecznie zachęciła mnie do usiądnięcia na tym następnym razem. Wiele nie powiem, ale ... tak. Miała rację :)))) Szkoda, że ściany w moim salonie nie są dźwiękoszczelne :))) Tak czy siak polubiłam rollmaster vibe. Będę tam chodzić minimum raz w tygodniu :)))

Dodatkowo dzisiaj sieknęłam sobie maseczkę ujędrniającą na twarz. Ileż to ja się nasłuchałam komplementów... Że mam skórę jak 20-latka, że żadne ujędrnianie nie jest mi potrzebne, że będę jak Dorian Gray do 70-tki (tak, tak moja pani kosmetyczka jest mega oczytana ;) i wogle cała spuchłam z dumy i radości. Zdecydowanie dobrze odwiedzać kosmetyczkę na poprawę humoru nie tylko dlatego, że ktoś koło mnie poskacze przez godzinę, ale także dlatego, żeby nasłuchać się samych fajnych rzeczy o sobie. :)

Z innych ciekawostek - dostałam dzisiaj od koleżanki bardzo fajne książki via net. W tym jedną naprawdę mocną "Nie zależy mu na Tobie. Koniec złudzeń." Umieram ze śmiechu czytając wstawione tam przez kolesia odpowiedzi na prawdziwe listy od lasek. ;) Dobrze mi ta lektura robi zdecydowanie w kontekście mojego byłego faceta-o-którym-wciąż-nie-do-końca-mogę-zapomnieć. ;)

A wieczorem pojechałam z moją ciotką-czarownicą na Nowy Świat. Jakże tam letnio-europejsko. Dobrze, że jutro spotykam się tam ze znajomymi na drinki. Zaczniemy od Sense i kto wie, gdzie skończymy. :)

22:28, cocodecolt
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lipca 2009
Prawie jak film...

Ostatnio u mnie jak w kalejdoskopie. O czymkolwiek bym nie zaczęła pisać, będzie więc trochę filmowo. ;)
No i na dodatek sam fakt, że przenoszę się tu z blogowaniem też jakoś mi się wpasowuje w ogólny klimat zmian w moim życiu. :)

Ja - im bardziej wiem, czego chcę od życia, tym bardziej życie mi to daje. Faceci patrzą na mnie łapczywie, a ja się tych spojrzeń o dziwo nie boję. Mój były facet, o którym wciąż nie mogę zapomnieć tak jakby do końca, wyskakuje od czasu do czasu jak filip z konopii z jakimś telefonem czy mejlem. I dobrze. Pewnie ma tak samo jak ja. Kiepsko mu idzie zapominanie o mnie. W sumie się nie dziwię. Nasze ciała były dla siebie stworzone. Fakt, że dla niego nie moje jedno ;), jakoś nie zmniejsza mojej fizycznej tęsknoty za nim. A dopóki będę za nim tęsknić, nie chcę się w nic nowego angażować.
Strzałem w 10-tkę była terapia u Katarzyny Miller. I parę książek, które wpadły mi w ręce. Jakkolwiek pompatycznie by to nie brzmiało, to są książki, które zmieniły moje życie. Tak samo jak niektórzy ludzie, których spotykam. I rozmowy z nimi.
W pracy - też super. O dziwo, bo za chwilę minie rok jak tam pracuję. Szanują mnie, podobają się moje pomysły, bardzo dużo się uczę, trafiłam na super zespół ludzi, kompletnie różnych od tych, z którymi pracowałam przez kilkanaście lat w agencjach reklamowych. Ale wcale nie mniej interesujących. ;) Tak więc w pracy do przodu. Zdecydowanie. Oczywiście mogłabym przyczepić się do kart magnetycznych, do humorów głównego szefa, ale właściwie po co, skoro jest dobrze.
Dziecię - malinowo. Ten rok, same sukcesy. Dostała się do społecznej szkoły, nauczyła się jeździć na nartach super, ma dużo znajomych dzieci, które za nią przepadają, coraz lepiej się nam rozmawia... Parę rzeczy na pewno jest jeszcze do popchnięcia - badania alergiczne, samodzielne spanie w łóżku i jej asertywność... No ale to praca na dłużej zgaduję.
Przyjaciele - najlepsi, jakich mogę mieć. Znajomi? Też bardzo w porządku. Na facebooku znalazło mnie parę osób sprzed kilkunanastu lat. I o dziwo te znajomości są teraz naprawdę bardzo fajne :))) Szczególnie rozmowy z moim italian lover sprzed lat... Co to były za czasy... Miałam z 20 lat, całe życie przed sobą, 3 tygodnie na obozie studenckim i 3 tygodnie mega szaleństw z w/w Włochem. Podsumuję to tak - wszystko, co można przeczytać o włoskich kochankach to prawda. ;)
Czyli właściwie co? No jest kilka rzeczy z całą pewnością, o których napiszę nie dziś. Bo dziś mam nastrój chwilowy, sensualny, znakomity... I nie chcę sobie psuć humoru rozgrzebywaniem tych rzeczy niefajnych. Bo dziś wpadła przyjaciółka, wypiłam 3 piwa, bo dziś miałą, dobry dzień w pracy... Więc o inncyh sprawach kiedy indziej :)

22:47, cocodecolt
Link Komentarze (6) »